POMAGAM
patronait

1,5%

b

faniMani

Wspieraj nas za darmo

Numer KRS 0000780130

Wpłać blikiem darowiznę na numer telefonu

500 055 724

Mamy to!

Dobra wiadomość – ZAPADŁ WYROK W SPRAWIE ANJI!!

Fundacja, oprócz ratowania zwierząt, zajmuje się również reprezentowaniem ich praw przed sądem. Uważamy, że obowiązkiem takich organizacji jak nasza jest egzekwowanie praw zwierząt. Mimo że są one mocno ograniczone w naszym kraju, cały czas działamy w kierunku zmiany tego stanu rzeczy.

Jeśli śledzisz nasze działania w social mediach, to pamiętasz, że złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury (zawsze to robimy w przypadku, gdy mamy do czynienia ze znęcaniem się nad zwierzętami) i tym razem wreszcie się udało! Co prawda nie zwróci to życia naszej kochanej Anji, ale mamy nadzieję, że zapobiegnie cierpieniu jakiegoś innego zwierzęcia i będzie przestrogą dla tych, którzy nie nadają się do tego, aby powierzyć im w opiekę jakiekolwiek życie.

Historia Anji to jedna z tych, które mrożą krew w żyłach, gdy zaledwie się jej słucha. Niewyobrażalnym wydaje się doświadczyć tego na własnej skórze. Odkąd Anja pojawiła się na świecie, brutalnie odmawiano jej wszelkich praw: do zabaw, do ruchu, do wolności, do szczęścia, do zdrowia. W końcu odebrano jej także prawo do życia. Kaleka i skrajnie zaniedbana klacz trafiła na fermę lisów, gdzie grubo naścieloną gnojem, schowano w komórce. W tych warunkach urodziła źrebię. Gdy po nich pojechaliśmy, mały koń miał zaledwie 2-3 dni.

Stan kucynki był bardzo poważny. Lekarz weterynarii widział jednak szansę, aby żyła bez bólu. Z dozą niepewności, lecz także z ogromną wiarą w zwycięstwo dobra nad złem, podjęliśmy rękawicę razem z Anją i biliśmy się o jej życie, wkładając w to całe swe serca. Od początku nie była to sprawiedliwa walka, dlatego każdy mały krok stanowił ogromny sukces. Po latach przeżytych w brudnych komórkach Anja zamieszkała ze swoim synkiem w naszym Azylu.

Anja, mimo potworności, których doświadczyła, nie miała w sobie cienia wrogości względem ludzi czy koni. Była wdzięczna, że jej kochane dziecię nie będzie musiało przechodzić tej samej mordęgi. Niestety nie udało się jej uratować – odeszła w naszym Azylu, gdzie do końca swoich dni była kochana i bezpieczna. Zdążyła również wychować synka. Rambo do tej pory mieszka w naszym Ktosiowie i jest świadectwem, że warto podejmować walkę w obronie zwierząt.

Powrót