POMAGAM
patronait

1,5%

b

faniMani

Wspieraj nas za darmo

Numer KRS 0000780130

Wpłać blikiem darowiznę na numer telefonu

500 055 724

Bajka edukacyjna

fotografia do bajki

ERYK

Rozmyślania Eryka brutalnie przerwał hałas dobiegający z sąsiednich pokoi. Wrzawa o tej porze mogła oznaczać tylko jedno – śniadanie. Kiedyś też tak radośnie reagował na tę część dnia, ale to było dawno temu. Teraz już mu się nie chce. Musi oszczędzać siły, aby dobrze wykonywać swoją pracę. Wózek śniadaniowy przemknął niemal niezauważenie, ale w misce konia pojawiła się drobna porcja jedzenia.

Eryk westchnął nad swoim losem i zrezygnowany zabrał się za posiłek. 20 sekund później było po wszystkim – danie skromne, ale nic nie mógł na to poradzić. Przecież szef spłaca kredyt na swojego nowego mercedesa, tak że trzeba ciąć koszty…

Jeszcze tylko łyk wody i można iść do pracy…

Nie zdążył. Drzwi do boksu się otworzyły, a w wejściu Eryk ujrzał uśmiechniętą znajomą twarz. Obok znajomej osoby czekał już pierwszy klient.

– Znowu inny strój roboczy… – burknął ironicznie Eryk. A następnie pomyślał: Ależ mnie łupie w krzyżu! Kulawizna też nie pomaga. No nic, trzeba robić swoje. Taki już ten koński los… Na szczęście tym razem siodło nie jest najgorsze – upija tylko trochę.

Rozgrzewka nie wchodzi w grę, bo już następny klient czeka. Eryk jak zwykle kręci się w kółko po padoku. Który to już rok? Trudno zliczyć. Młodzieniec, którego rodzice siłą przyprowadzili do stajni, dostał do ręki bat i nie omieszkał go parę razy użyć, by odreagować swoje niezadowolenie.

Mógłby się przynajmniej tak nie wiercić w tym siodle. Dopiero pierwsza jazda za mną, a już kręgosłup daje o sobie znać.

Pół godzinki i koniec. Chwila odpoczynku? Nie ma takiej opcji! Urocza dziewczynka chce zostać mistrzynią olimpijską, więc z entuzjazmem wskoczyła na grzbiet Eryka, gdy tylko poprzedni jeździec zsiadł. Jej zaangażowanie było godne podziwu – każde ćwiczenie wykonywała tak energicznie, że niedopasowane siodło szurało w przód i tył po grzbiecie Eryka. Przy każdym kroku koń miał zapewnioną stałą dawkę dyskomfortu.

Mama przyszłej mistrzyni chyba trochę się orientuje w końskich tematach, bo zagadnęła:

- A dlaczego ten kucyk tak dziwnie chodzi?

- On już tak ma, niech się Pani nie przejmuje. - wytłumaczył fachowo instruktor.

Tak dokładnie, to mam tak od miesiąca… Moglibyście w końcu wezwać weterynarza, bo już nie daję rady z tą kulawizną.

fotografia do bajki
fotografia do bajki

I tak mijał Erykowi dzień: jedna jazda po drugiej. Tym razem koń naliczył tylko pięć zajęć. Gdy po ostatniej lekcji instruktor bezceremonialnie zrzucił siodło z grzbietu Eryka, ten poczuł ogromną ulgę. Ostatkiem sił dodreptał do swojego boksu. Godzina szesnasta: pierwszy tego dnia łyk wody i upragniony odpoczynek – oczywiście w otoczeniu czterech ścian, bo padoki psują się od kopyt.

Wykończą mnie tu. Ile tak można? I te niewinne tłumaczenia, że: „koń musi na siebie zarobić”. Tyle że ja mam żebra na wierzchu, a szef właśnie wrócił z wakacji na Karaibach. Ech… ależ mi się marzą wakacje. Wolnym być… Jak cudownie to brzmi.

- Eryk coraz bardziej kuleje. Ludzie zaczynają się czepiać. – Rozległ się znajomy głos na korytarzu.

- Jak uważasz, że nie będzie z niego pożytku, to nie problem. W słonecznej Italii przyjmą wszystko: tam każdy kilogram jest na wagę złota – odpowiedział właściciel stajni, rechocząc pod nosem z własnego żartu.

Ciekawe, o co im chodzi. Może w końcu się przeprowadzę? To jest ten moment – czas na lepsze jutro. We Włoszech koniom na pewno żyje się lepiej. Bo przecież gorzej być nie może, prawda?

- Czyli wszystko jasne. Jutro dzwonię do rzeźni.

Panowie rozeszli się, zostawiając Eryka samego sobie.

Ta historia to codzienność setek końskich istnień w całej Polsce. Zwierzęta są wykorzystywane do ciężkiej i bolesnej pracy, a gdy koń się „popsuje” albo „zużyje”, trafia do rzeźni.

Bez wdzięczności. Bez poszanowania życia. Bez litości.

Biznes musi się kręcić.

Jako Fundacja Ktoś walczymy o sprawiedliwość dla tych istot. Same niestety się nie obronią.

Jazda konna w Polsce mocno się rozwija. Wraz z nią niech rozwija się również świadomość tragicznej sytuacji wielu szkółkowych koni. Posyłając swoje dziecko na naukę jazdy konnej, zwróć uwagę na warunki pracy i życia koni. Wiele z nich przewlekle cierpi w szkółkach przez złe traktowanie, pracę ponad miarę, pracę pod zbyt ciężkimi jeźdźcami czy źle dopasowany, stary i zniszczony sprzęt, który niszczy plecy zwierzęcia.

Konie cierpią też przez brak rozgrzewki, brak przerw między jazdami czy nieodpowiednie żywienie. Z czasem wytwarzają się u nich nałogi stajenne, takie jak łykanie i tkanie, albo zrezygnowane i jakby z pustką w oku, się poddają.

Prosimy – do nauki jazdy wybierz stajnię, w której dobro konia jest na pierwszym miejscu. Zapytaj, kiedy koń miał swój ostatni posiłek i jak długo pracował tego dnia. Tym małym gestem jesteś w stanie zawalczyć o dobro tej bezbronnej istoty.

Wielu z naszych podopiecznych ma podobną historię jak Eryk: Dobrusia, Płotka, Jantar, Vivat, Cover Boy. Pewnie do dzisiaj mają specjalne miejsce we wspomnieniach wielu dzieci, a być może nawet dorosłych, którzy ich dosiadali.

Te konie z wielkim zaufaniem idą posłusznie za człowiekiem. Pozbawione nadziei do życia potulnie weszły do ostatniego transportu. Ten na szczęście zawiózł ich do domu w Ktosiowie.

Ile jednak koni nie miało takiego szczęścia? Tego nigdy się nie dowiemy. Jak wiele koni mizianych w niedzielne popołudnie przez młodych adeptów jeździectwa, których godzinami woziły na grzbietach, już następnego dnia bezsilne wchodziło na trap transportu rzeźnego? Nie wiemy.

Powrót